wtorek, 18 kwietnia 2017

Ezoteryczna noc

Jest noc, jasna, gwiaździsta i wiosenna. W kącie pokoju, na ekranie telewizora, wróżka odpowiada na pytania widzów. Jest to kanał telewizyjny, który emituje jedynie tego typu programy. Widzowie dzwonią lub piszą smsy, a ich pytania dotyczą miłości, pieniędzy, zdrowia. Dotyczą przyszłości i lęków.

Nadchodzi sms od kobiety przed pięćdziesiątką, która pyta, czy wyjdzie jeszcze za mąż, czy spotka miłość. Młoda dziewczyna chce wiedzieć, czy jej partner ją kocha. Zamartwiająca się matka prosi o wgląd w przyszłość swoich dorosłych już i samodzielnych dzieci. Wróżka spokojnym i pewnym głosem odpowiada, rozwiewa wątpliwości, pomaga podjąć decyzje, wlewa nadzieję w serca pytających.

Leżę w łóżku i wpatruję się w gwiazdy widoczne za oknem. Mam nieodparte poczucie, że szum programu telewizyjnego jest tak naprawdę szumem życia. Ta interaktywna duchowość jest żywa i prawdziwa, i zdaje się być elementem nowej, pragmatycznej religii, wielkiego i powszechnego świeckiego kościoła, który jest otwarty, dobrowolny i demokratyczny, a posługę kapłańską pełnią w nim zarówno kobiety jak i mężczyźni.

Głos wróżki jest kojący, uspokaja i mnie, mimo iż nie słucham słów, które niesie. Świadomość obcowania ze strumieniem żywej duchowości daje poczucie bezpieczeństwa i wrażenie bycia w centrum świata, w samym jądrze życia. Strumień ów płynie przez ołtarze telewizorów i smartfonów, wibruje w nawach portali społecznościowych, a jego katedry utkane są z bezsennych nocy, prawdziwych zmartwień i gorących nadziei nieprzebranych rzesz wiernych. Zasnę dziś słuchając jego szumu.



sobota, 18 marca 2017

9550 lat

Old Tjikko ma ponad 9550 lat co czyni je najstarszym drzewem świata. Oznacza to, że gdy Rzym był jedynie małą osadą zamieszkaną przez pasterzy owiec, Tjikko było już sędziwą istotą. Czuję pokorę wobec mileniów, które nosi na swych konarach, być może z tego powodu nazywanie Tjikko po prostu drzewem wydaje mi się niestosowne. Fakt istnienia tak długowiecznego bytu jest dla mnie doniosły, święty. Jakby Old Tjikko niósł nam przez czas jakieś ważne przesłanie z zapomnianej przeszłości.

Co może czuć istota, która przez prawie dziesięć mileniów obserwuje następujące po sobie wschody i zachody słońca?



niedziela, 5 marca 2017

Our Hearts Condemn Us

Dawno nic tak mnie nie urzekło jak muzyka z "Only Lovers Left Alive". Trafia wprost do mrocznego, acrobatowego serduszka.





czwartek, 2 marca 2017

Podsłuchane

"Ale ja nie chcę wychodzić za mąż! Ja chcę iść do kina!"

-wykrzyczała do telefonu kobieta przechodząca dziś w godzinach przedpołudniowych pod moim oknem.

niedziela, 29 stycznia 2017

Latarnik

Rozglądam się po sklepach internetowych szukając fotela. Ma on być ogromny, abym mógł wygodnie ułożyć się na nim w dowolnej pozycji i w komfortowych warunkach szukać opowieści.

Szukanie opowieści jest czymś, co od jakiegoś czasu zaprząta mi głowę w najwyższym stopniu. Szukam ich w książkach, na blogach, w biografiach, artykułach na Wikipedii, plotkach, historiach usłyszanych od znajomych czy podsłuchanych na szeroko rozumianej ulicy tudzież w szeroko rozumianym tramwaju.

Dla jasności: nie jestem pewien po co to robię. Wiem po prostu, że chcę, że bardzo chcę, i że sprawia mi to olbrzymią przyjemność. Czuję się jakbym siedział nocą w latarni morskiej i snopem światła wydobywał z mroku kształty olbrzymich i fantastycznych statków-widm sunących leniwie czarną taflą morza.

Pamiętam ścienny kalendarz z wizerunkami statków, który wisiał w gabinecie mojego taty. Byłem wtedy małym chłopcem i obrazy te robiły na mnie ogromne wrażenie. Przedstawiały poddające się sztormowi okręty, wyłaniające się z mgły wraki, wielkie i zniszczone. Statki i ich roztrzaskane maszty wyglądały jak wielkie, mityczne zwierzęta z połamanymi kończynami. Poddane sile żywiołu niemożliwemu do ogarnięcia, przytłaczającemu bezkresem, rozszalałemu i odbierającemu dech ze strachu.

Im bardziej przerażająca jest opowieść, tym straszniejszy wrak wyławiam z ciemności. Kolosalny, budzący grozę i fascynujący. Nie mogę powstrzymać się przed wejściem na pokład i zbadaniem go, mimo że pęta mnie strach.

To chyba najbardziej porywające uczucie, jakiego doświadczam ostatnio, na tych dziwnych ścieżkach, którymi obecnie chadzam. Przede wszystkim jednak – niespodziewane.



poniedziałek, 23 stycznia 2017

Powrót do przeszłości

Zdecydowałem, że nie będę się jednak pozbywał podręczników, z których korzystałem na studiach. Książki te leżały na stercie książek przeznaczonych do sprzedaży, oddania lub, jeśli dwa poprzednie sposoby na pozbycie się zbędnych przedmiotów zawiodą, do wyrzucenia. Wróciło do mnie uczucie, które towarzyszyło mi przy wyborze studiów, a była to fascynacja, głęboka i prawdziwa, tematem studiów. Podręczniki zostaną, znajdę dla nich miejsce w cichym zakątku regału, gdzie będę czekać na rolę, którą być może przyjdzie im jeszcze odegrać.

Nie dostąpią tego inne książki ze stosu, których pozbędę się już niedługo. Uwalniam się ostatnimi miesiącami od wielu przedmiotów. Poza książkami są to stare dokumenty, które skrzętnie archiwizowałem, przedmioty codziennego użytku, z których albo nie korzystam w ogóle, albo bardzo rzadko, lub po prostu ich nie lubię, bibeloty z epoki, w której miałem inne potrzeby i nieco inny smak, ubrania, które pomimo zapewnień, że na pewno się przydadzą, nie przydały się nigdy, oraz kalendarze. Kilka dni temu ustawiłem przed sobą wysoką kolumnę kalendarzy z ostatnich siedemnastu lat. Brakowało dwóch, zapewne nigdy ich nie kupiłem. Bateria wspomnień obudziła we mnie najpierw rozczulenie i ciekawość, lecz gdy zacząłem ją rozbrajać w celu rozdzielenia tego, co zachowam od tego co wyrzucę, pojawiły się uczucia trudniejsze.

Zebrałem wspomnienia i daty, cienie ludzi z odległej przeszłości i własne myśli na swój temat, a nie było to łatwe, co nie znaczy, że nie było jednocześnie interesujące. Podczas gdy to wszystko się działo przyszło mi na myśl jak bardzo stronnicze jest moje postrzeganie własnej przeszłości. Dobieram z niej elementy pod tezę, która aktualnie mi odpowiada i układam z nich historię taką, jakiej potrzebuję.

A co by było, gdybym wziął wszystkie te zagubione w czasie części i sprawdził jaką konstrukcję stworzą, gdy na placu budowy znajdą się wszystkie razem? Skoro buduję z nich historie podporządkowane temu, kim w danym momencie jestem, to czy opowieść odkryta bez oczekiwań w zamian stworzy innego mnie tu, gdzie jestem teraz, w teraźniejszości?

piątek, 9 grudnia 2016

Oaza horroru pośród pustyni nudy

Wypożyczyłem "2666" Roberto Bolano, zacząłem i czuję jakbym stał na skraju jakiejś przepaści. Poza wszystkim co o książce przeczytałem, patrzy na mnie w końcu tysiąc stron nieznanego i trochę niepokojącego świata, przynajmniej w zapowiedziach. A może to tylko efekt tego, że niedawno przebrnąłem przez "W poszukiwaniu straconego czasu" "Lód" Dukaja i, tak, przyznam się, miewam l ę k i .
Często tak u mnie jest, że pląsam sobie beztrosko pośród półek bibliotecznych lub w księgarni szukając jakiegoś nowego "Cienia wiatru", a kończy się to tak, że z przekrwionymi oczami ślęczę nad ranem w klaustrofobicznym pomieszczeniu nad psychocegłą jakiegoś bardzo poważnego pisarza, którego myśl zabija ptaki w locie, a metonimie mu z ręki jedzą.
Ciekawym jak będzie tym razem. Obiecuję, że porzucę i nie ruszę jak tylko zacznę się nudzić i męczyć.

Na wstępie książki cytat: "Oaza horroru pośród pustyni nudy" - Charles Baudelaire. Zachęca.



P.S.Kiedyś, dziecięciem będąc, czytałem "Wilka stepowego" Hermanna Hesse na przemian z "Alchemikiem" Paulo Coelho. Nie byłem w stanie przełknąć "Wilka" bez popitki. Dzisiaj sam jestem dziadkiem i Coelho wyrzuciłem z domu, Hermanna Hesse również.