poniedziałek, 9 lipca 2018

Podstawy

"Będą chwile, gdy z twojej strony nie będzie żadnego świadomego starania i będziesz zdawał sobie sprawę z tych przerw. Jest to spotkanie z tym, co boskie, spotkanie z tym, co egzystencjalne. Gdy nastąpi, nie uciekaj od niego, bądź w nim. Najpierw spowoduje to lęk - tak być musi. W spotkaniu z nieznanym zawsze powstaje lęk, bo nieznane jest dla nas śmiercią. Gdy pojawia się przerwa, czujesz, że zbliża się śmierć." Osho, "Podstawy medytacji"
Na Uniwersytecie Thomasa Jeffersona w Filadelfii prowadzono badania nad mózgami osób praktykujących medytację. Wykorzystano w tym celu technikę o nazwie tomografia emisyjna pojedynczych fotonów. Badania wykazały, że u osób będących w stanie głębokiej medytacji widoczna jest ograniczona aktywność w tylnej i górnej części płata ciemieniowego. Ta część naszego mózgu odpowiada za ustalanie własnego położenia w przestrzeni, monitorowanie naszych fizycznych granic oraz odróżnianie siebie od wszystkiego, co nami nie jest. Badane osoby doświadczały zatem stanu, w którym mózg nie odróżniał siebie od otoczenia. Powodowało to poczucie łączności i jedności ze światem.

niedziela, 8 lipca 2018

W pustce

Po raz pierwszy doświadczyłem tego krótko po przekroczeniu dwudziestego roku życia. Zakochałem się wtedy w chłopaku, który był hetero. Byliśmy bliskimi kolegami, mieliśmy częsty kontakt. On miał dziewczynę i opowiadał mi o tym, co z nią przeżywa. Opowiadał z wieloma szczegółami, a ja słuchałem. Nie wiedział, że jestem gejem, ukrywałem to co do niego czuję przez prawie dwa lata. Wspominam ten czas jako bardzo trudny. Cierpiałem na bezsenność, straciłem radość życia, zachorowałem na depresję. Kumulowało się we mnie napięcie, którego nie potrafiłem się pozbyć.

Pewnego dnia, gdy było mi wyjątkowo ciężko, umówiłem się z przyjacielem, by mu się zwierzyć. Stanęliśmy na skraju nadwiślańskiej skarpy, chciałem zacząć mówić, lecz nie mogłem. Myśli pędziły we wszystkich kierunkach jednocześnie, z coraz większą prędkością. Czułem napięcie mięśni, ból głowy. I nagle... wszystko ucichło. W jednej chwili, jakby wyłączone.

Spojrzałem przed siebie. Zobaczyłem drzewo, które rosło obok. Było zwyczajne, takie jak zawsze, takie jak wszystkie. Było jednocześnie zupełnie inne, patrzyłem na nie jakbym widział je pierwszy raz. Tak, jakbym pierwszy raz w życiu zobaczył drzewo. Światło, które je spowijało, trawa pod nim, niebo prześwitujące przez koronę, wszystko było nowe.
Uświadomiłem sobie, że jest we mnie pustka, że nie doświadczam żadnych uczuć ani myśli. Przeraziłem się. Drzewo zaczęło znów wyglądać jak zwykle.

czwartek, 5 lipca 2018

O miejscu, w którym stają się rzeczy

Zapuszczam się w coraz późniejsze wieczory. Czekam na coś, co się wydarzy. Czekam na słowa, które będę mógł zapisać. Czuję ulgę kiedy piszę. Choć trochę, kilka linijek. Choćby bez znaczenia.

Wspominałem dawne spotkania. Wiele osób, piwo, śmiech. Miłe chwile. To, czego nie widać na pierwszym planie wyciąganych z pamięci obrazów to mój ówczesny niedosyt. Byliśmy ze sobą, wszyscy, blisko albo dalej, razem. Byliśmy i na tym koniec. Ja czekałem na coś więcej. Zawsze czekałem aż coś wspólnie stworzymy. Nic takiego nigdy się nie wydarzyło. Zastygałem w melancholijnym dystansie. Patrzyłem na nas z boku, z wysoka. Wyobrażałem sobie, że gdzieś, niedaleko, jest coś więcej, głębiej. Świat, w którym jest spełnienie. Migotał jak oglądane ze skarpy światła na drugim brzegu rzeki, w zmierzchu. To tam stają się rzeczy. Wydarzają się.

Widma drugiego brzegu nachodzą mnie do dzisiaj. Przypływają z muzyką, zapachem i kolorem nieba. Prowadzą coraz głębiej w noc.

środa, 4 lipca 2018

Spełnianie życzeń

Bywam, jak każdy z nas, obiektem oczekiwań. Ludzie patrzą, wydaje im się, że coś widzą i oczekują od nas, że będziemy zachowywać się stosownie do tych wyobrażeń. Czasem mam to gdzieś, czasem się tym wkurwiam, czasem mnie to męczy. Zdarzyło się jednak raz, że bardzo mi się spodobało to, co usłyszałem. Trochę żartobliwie powiedziano mi, że jestem człowiekiem pełnym niespodzianek. Był tego kontekst, rzecz jasna, postanowiłem jednak wyrwać z niego to zdanie i wziąć je sobie. Fajnie jest być zaskakującym, zwłaszcza dla samego siebie. Skłania to do poznawania siebie oraz przekraczania kolejnych granic i ograniczeń.

piątek, 1 czerwca 2018

Długi weekend

Wieczór sponsorują: Reni Jusis, wino i zdjęcia dredów, które oglądam, bo planuję sobie tę fryzurę zainstalować. Dni płyną słonecznie, z temperaturami iście piekielnymi. Wykorzystuję to spędzając przedpołudnia na plaży, co robi mi dobrze, staję się brązowy i zadowolony. Zainspirowany zdobyciem przez Olgę Tokarczuk nagrody Bookera doczytuję te z jej książek, których jeszcze nie czytałem. Obecnie jest to "Dom dzienny, dom nocny". Myślę, że jest to książka filmowa, film na jej podstawie przypominałby "Atlas chmur", tylko lepszy, of kors (czy jest na sali reżyser?).



wtorek, 8 maja 2018

Efekty uboczne

Jest przełom lat '90 i '00. Stoję na skraju wysokiej, nadwiślanskiej skarpy w moim rodzinnym mieście i patrzę na drugą stronę rzeki. Zapada zmierzch. Na przeciwnym brzegu jarzą się okna domów, szosą w oddali płynie rzeka światła.

Marzę o tym, żeby wyjechać. Nie mam na myśli konkretnego miejsca, chcę się przemieszczać, towarzyszą mi przeczucia czegoś lepszego, większego, wspanialszego. Czegoś, czego jestem tak naprawdę częścią i co na mnie czeka. Towarzyszy mi wtedy uczucie, w którym jest melancholia, nadzieja i tęsknota za czymś niejasnym. To ssące doznanie wzywa mnie często na nadwiślańską skarpę i każe wpatrywać się przed siebie.

Minął czas. Stało się. Nie wiem czy przypadkiem czy też sam podświadomie do tego dążyłem - dzisiaj mam na koncie wiele zmian miejsc. Nie smakuje to w ogóle tym, czym wydawało się być te kilkanaście lat temu, lecz nie to mnie akurat zajmuje. Najbardziej chyba trudnym efektem ubocznym częstych przeprowadzek jest brak znajomych.

Nie, żebym nie miał ich w ogóle, ależ skąd. Mam całkiem sporą grupkę. Pokrywają dość regularnie terytorium kraju i gdybym chciał spotkać się z czterema osobami na raz, czworo z nas musiałoby się przemieścić do innego miasta. Skutek tego jest taki, że jest mi samotnie w sensie stadnym, ludzkim. I jest mi samotnie coraz bardziej dojmująco.

Co robić? Przypomina mi się anioł-posłaniec z "Aniołów w Ameryce", który przybywa do głównego bohatera z przesłaniem: "stop moving!". No ale.